To szybki przepis na sycący koktajl, który u nas w domu często pojawia się jako drugie śniadanie. Najlepiej smakuje ze świeżo wyciśniętym sokiem z pomarańczy, ale to wersja weekendowa kiedy mamy czas wyciągnąć z szafki sokowirówkę. Dobrze sprawdzi się też kupny sok, ale tutaj polecam zerkać na etykiety i wybierać takie bez dodatkowego cukru.
Szarlotka na półkruchym cieście to smak mojego dzieciństwa. Taką szarlotkę na każdą większą okazję rodzinną (albo i bez okazji) piecze moja babcia. Czasem zamiast robić kruszonkę, babcia przygotowuje więcej ciasta półkruchego i małymi kawałkami posypuje wierzch ciasta, ale ja pozostaję wierna maślanej rozpuście.
Oczywiście wszyscy zawsze mówią, że najlepsze jabłka do szarlotki to te kwaśne: szare renety czy antonówki, ale ja wychodzę z założenia, że każde jabłko się nadaje. Szare renety ciężko u mnie kupić, antonówek nie widziałam na oczy od lat. Jeśli jabłka które kupię są słodsze, wolę ograniczyć ilość cukru w nadzieniu niż odmówić sobie szarlotki z braku odpowiedniej odmiany jabłek. Wczesne jabłka które dorwałam na promocji w dyskoncie świetnie dały radę.
I jeszcze słówko o cukrze: mam w domu wielki słoik pełen lasek wanilii, do którego w miarę zużycia dosypuje więcej cukru. Nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłam cukier waniliowy w sklepie i to znacząco wpłynęło na stan mojego konta i smak wypieków. Tutaj szczególnie polecam wykorzystanie domowego cukru waniliowego wszędzie, gdzie przepis wymaga cukru. Totalnie podkręca smak całości!
Moja wewnętrzna jesieniara przebudziła się z letniego snu i uznałam, że trzeba zacząć wrzesień odpowiednio jesiennym wypiekiem. Tytuł przepisu może wydawać się przesadzony, ale gwarantuję – nie jest. To są najlepsze bułeczki czekoladowe jakie można zrobić: mięciutkie ciasto drożdżowe z nutką kardamonu i dekadenckie w swojej słodyczy nadzienie z Nutelli i czekolady. Mogą nie wyglądać, ale gwarantuję, że smakują jak niebo. Ledwo zdołałam zrobić im kilka zdjęć nim zniknęły.
Jeśli chcesz słodko rozpocząć wrzesień i rozpieścić się czymś pysznym to polecam zacząć od tego przepisu.
Przepis pochodzi z książki „ScandiKitchen: Fika and Hygge” i bazuje ne tym samym cieście drożdżowym co Kanelbullar – szwedzkie cynamonki.
Sekretem moich ulubionych ciasteczek czekoladowych jest dodatek melasy z trzciny cukrowej. Nadaje im nutki karmelowego posmaku i ciemniejszego koloru. Ważny jest też dodatek soli, która balansuje słodycz ciasteczek. Zawsze ciężko jest zatrzymać się na jednym, ale dla tych którzy mają silną wolę polecam i tak przygotować pełną porcję ciasta – ciasteczka świetnie mrożą się zarówno przed jak i po pieczeniu.
Nie wyobrażam sobie pieczenia bez mojego domowego ekstraktu waniliowego. Robię go już od lat, ale dopiero teraz pomyślałam, że warto dodać go też tutaj. Wykonanie jest banalnie proste. Potrzeba jedynie świeżych lasek wanilii, mocnego alkoholu i całego mnóstwa cierpliwości.
Ekstrakt zrobiony w domu ma tą samą właściwość co dobre wino, czyli im dłużej pozwolimy mu leżakować tym lepiej. Powinien być zdatny do użycia już po 6 tygodniach, ale z czasem nabiera więcej aromatu. Na zdjęciu widać różnicę w kolorze między ekstraktem, który nastawiłam w lutym tego roku i świeżymi butelkami przygotowanymi w sierpniu. Po wykonaniu powinien być zdatny do użycia przez minimum rok (lub dwa), ale przyznaję zawsze zużywam go wcześniej.
Domowy ekstrakt waniliowy to też super pomysł na własnoręcznie przygotowany prezent świąteczny. Nastawiony teraz, do grudnia nabierze koloru i aromatu.
Polecam kupować laski wanilii w większej ilości przez internet, bo to dużo bardziej opłacalne niż kupowanie ich w stacjonarnych sklepach pakowane po 1 sztuce. Wanilia powinna być świeża, ale nie musi być pierwszej klasy. Do ekstraktu i cukru waniliowego często kupuję wanilię z Ugandy czy Tajlandii, a nie tą najdroższą z Madagaskaru i jestem zadowolona z efektów.