• Zaczął się sezon na moje ukochane kwiaty czarnego bzu, które już od kilku lat zbieram i przerabiam na przetwory. Na stronie jest już przepis na syrop z kwiatów czarnego bzu, który gorąco polecam jako dodatek do letnich napojów i deserów.

    W tym roku w czasie przygotowania syropu postanowiłam odłożyć kilka kwiatostanów na inny cel i wreszcie przygotować dżem truskawkowy z dodatkiem kwiatów czarnego bzu. Rezultat przewyższył moje oczekiwania. Wyszedł obłędny! Słodycz i aromat truskawek podkręcone kwiatową nutą to połączenie idealne. Moje pierwsze słoiczki rozeszły się błyskawicznie, więc chyba będę musiała wybrać się na jeszcze jeden spacer w poszukiwaniu kwiatów, by przygotować większy zapas tego dżemu. Sezon na kwitnienie bzu nie trwa wiecznie, więc trzeba się spieszyć! Warto zamknąć smak wczesnego lata w słoiczku, by podnosił nas na duchu, gdy słońca zacznie ubywać jesienią.

    (więcej…)
  • Przyznaję, że nie śledzę zbyt dokładnie trendów cukierniczych, które docierają do nas ze Wschodu. Matcha i boba tea mi nie smakują, a słodycze z nadzieniem z fasoli po prostu nie są dla mnie. Jakoś tak wychodzi, że te słodkie kubki smakowe mam skupione na smaki bliżej domu. Pewnie dlatego tak długo omijał mnie fenomen japońskiego mlecznego chleba Shokupan, bo chociaż widywałam go w social mediach (np. jako sławną truskawkową kanapkę z 7-eleven) to nigdy nie przyszło mi do głowy go upiec. Och, ależ to był błąd!

    Sprawiłam sobie w tym miesiącu nową książkę kucharską: „The Science of Baking” Matta Adlarda, bo lubię rozumieć procesy, które wprawiam w ruch w czasie pieczenia. I skoro mam już nową książkę to oczywiście zabrałam się za testowanie przepisów i ten na Shokupan poszedł na pierwszy ogień, bo bardzo chciałam wypróbować metodę o której słyszałam sporo dobrego czyli: Tangzhong. To coś pomiędzy zasmażką, a zaparką (choć to tej drugiej metody używa się w naszym piekarstwie), a chodzi o zaparzenie mąki do temperatury 65°C. W wyniku tego skrobia się kleikuje i zwiększa swoje możliwości absorbcji wody. To pozwala ciastu na dłuższe zachowanie wilgotności. Shokupan bardzo długo pozostaje świeży i to bez żadnych ulepszaczy, ot trochę piekarniczej magii!

    Chleb w smaku jest odrobinę słodszy niż klasyczne pieczywo, ale nie tak słodki jak brioszka. Super komponuje się zarówno ze słodkimi jak i słonymi dodatkami. Tosty (zwłaszcza francuskie!) wychodzą z niego super.

    Przepis pochodzi ze wspomnianej wyżej książki.

    (więcej…)
  • Uwielbiam wymyślać sobie nowe smaki magdalenek do zrobienia. Te ciasteczka są dla mnie niesamowicie wdzięcznym obiektem eksperymentów, no i wprost uwielbiam ich kształt. Początkowy pomysł zakładał magdalenki malinowe, z dodatkiem owoców w cieście, ale och rany jak ten pomysł nie wypalił! Dowiedziałam się dzięki temu, że maliny działają jak naturalny papierek lakmusowy i zmieniają kolor w zależności od pH – miałam więc do zjedzenia całą porcję niebiesko-zielonych, niezbyt wyrośniętych magdalenek.

    Po namyśle przeniosłam maliny z ciasta do polewy – to połączenie białej czekolady i liofilizowanych malin zmienionych w proszek. Moja siostra nazwała je magdalenkami Barbie i w sumie kolorystyka pasuje idealnie. Gdy planowałam co dalej (koniecznie chciałam tym razem spróbować nadziewania magdalenek) przypomniałam sobie o kupionym jakiś czas temu słoiczku z konfiturą z płatków róż. Widocznie czekał na ten moment, bo czyż to nie idealne połączenie: róża i maliny? Oczywiście można zrobić z nich magdalenki całkiem malinowe i wymienić konfiturę różaną na malinową, zwłaszcza że konfitura różana nie jest dostępna w każdym sklepie.

    To było moje pierwsze podejście do nadziewania magdalenek i z pewnością będą musiała jeszcze trochę nad tym popracować dla ładniejszego efektu. Nie mam specjalnej tylki do nadziewania, więc musiałam poradzić sobie mniej eleganckimi metodami. Nożem wycięłam dziurki w cieście, nadziałam je konfiturą i potem wcisnęłam wycięty kawałek ciasta na miejsce. Jak mówiłam: mało eleganckie. Ale zdało egzamin, a magdalenki wyszły pyszne.

    (więcej…)
  • Dni są coraz dłuższe i cieplejsze, a to sprawia że mam ochotę odpuścić sobie ciepłą herbatę i ziółka, (które utrzymują mnie przy życiu w ciemnej porze roku) i przerzucić się na chłodne, kolorowe napoje.

    Świetnym dodatkiem do lemoniady czy nawet zwykłej wody jest syrop lawendowy. Od razu zaznaczę, to nie jest dodatek dla każdego i nawet jeśli się lawendę kulinarnie lubi, trzeba być z nią ostrożnym. Z mojego doświadczenia linia między „delikatny, kwiatowy aromat” a „smakuje mydłem/wkładam do szafy na mole” jest niezwykle cienka. Samej zdarzyło mi się ją raz czy dwa przekroczyć, więc swoje lemoniady lawendowe doprawiam syropem z rozwagą.

    Dawkowany ostrożnie syrop lawendowy nadaje napojom i deserom delikatny aromat, który kojarzy z prowansalskim latem. No i ten kolor! Przyznaje nie osiąga się go wyłącznie kwiatami lawendy. Do syropu dodałam również kwiaty klitorii ternateńskiej czyli tzw. Butterfly Pea Tea, znanej z tego, że zmienia kolor w zależności od pH naparu. Herbatka z tych kwiatów początkowo niebieska, po dodaniu soku z cytryny przybiera… lawendową barwę! Nie jest wyczuwalna w smaku, więc można oczywiście pominąć jej dodatek – podkreślam to z uwagi na fakt, że jej spożycie nie jest zalecane dla kobiet ciężarnych i karmiących.

    (więcej…)
  • Kocham marchewki na surowo (i oczywiście w cieście marchewkowym!), ale faktura gotowanej marchewki to coś co od zawsze było dla mnie nie do przeskoczenia. Tak się jednak składa, że nieustająco poszukuję nowych sposobów na przemycanie większej ilości warzyw do swojej diety i na zwiększenie ich różnorodności. I z marchewką również się udało (uznałam, że ciasta marchewkowego nie będę liczyć jako dziennej porcji warzyw).

    Mój krem marchewkowo-paprykowy jest wypełniony po brzegi warzywami. Słodki od marchewki, ale też lekko rozgrzewający dzięki dodatkowi imbiru i harissy (nie jestem fanką bardzo ostrego jedzenia, ale ilość harissy można oczywiście zwiększyć wedle uznania). Jest też wegański, bo zabiela go wyłącznie mleczko kokosowe i dodatek tahini. To idealna opcja na szybki lunch w tygodniu: zupa jest sycąca, łatwa w przygotowaniu i świetnie przechowuje się w lodówce przez kilka dni.

    Podaję ją skropioną sokiem z limonki, z posiekaną dymką i odrobiną tahini, ale super opcją jest również posypanie jej ulubionymi nasionami (sezam, słonecznik, dynia) lub nawet posiekanymi orzechami dla ekstra chrupnięcia.

    (więcej…)