
Uwielbiam wymyślać sobie nowe smaki magdalenek do zrobienia. Te ciasteczka są dla mnie niesamowicie wdzięcznym obiektem eksperymentów, no i wprost uwielbiam ich kształt. Początkowy pomysł zakładał magdalenki malinowe, z dodatkiem owoców w cieście, ale och rany jak ten pomysł nie wypalił! Dowiedziałam się dzięki temu, że maliny działają jak naturalny papierek lakmusowy i zmieniają kolor w zależności od pH – miałam więc do zjedzenia całą porcję niebiesko-zielonych, niezbyt wyrośniętych magdalenek.
Po namyśle przeniosłam maliny z ciasta do polewy – to połączenie białej czekolady i liofilizowanych malin zmienionych w proszek. Moja siostra nazwała je magdalenkami Barbie i w sumie kolorystyka pasuje idealnie. Gdy planowałam co dalej (koniecznie chciałam tym razem spróbować nadziewania magdalenek) przypomniałam sobie o kupionym jakiś czas temu słoiczku z konfiturą z płatków róż. Widocznie czekał na ten moment, bo czyż to nie idealne połączenie: róża i maliny? Oczywiście można zrobić z nich magdalenki całkiem malinowe i wymienić konfiturę różaną na malinową, zwłaszcza że konfitura różana nie jest dostępna w każdym sklepie.
To było moje pierwsze podejście do nadziewania magdalenek i z pewnością będą musiała jeszcze trochę nad tym popracować dla ładniejszego efektu. Nie mam specjalnej tylki do nadziewania, więc musiałam poradzić sobie mniej eleganckimi metodami. Nożem wycięłam dziurki w cieście, nadziałam je konfiturą i potem wcisnęłam wycięty kawałek ciasta na miejsce. Jak mówiłam: mało eleganckie. Ale zdało egzamin, a magdalenki wyszły pyszne.

Magdalenki różano-malinowe
18 sztuk
- 100 g masła
- 100 g jajek (ok. 2 sztuki)
- 95 g mąki pszennej (typ 500)
- 90 g cukru
- 1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 170 g białej czekolady
- 2 łyżki liofilizowanych malin
- 50 g konfitury z płatków róży
Masło roztop na małym ogniu i odstaw do przestudzenia – przy dodawaniu do ciasta powinno mieć temperaturę około 40°C. W osobnej misce ubij jajka z cukrem, aż cukier całkiem się roztopi, a masa będzie lekko napowietrzona. Do masy jajecznej przesiej suche składniki: mąkę pszenną, mielony kardamon i proszek do pieczenia. Wymieszaj krótko, tylko do połączenia składników. Na koniec dodaj masło i ponownie wymieszaj. Kiedy wszystkie składniki się połączą ciasto odstaw do lodówki w szczelnym pojemniku na minimum 1 godzinę, a idealnie na całą noc.
Jeśli masz silikonową formę na magdalenki wysmaruj każdą muszelkę masłem. W formach metalowych po posmarowaniu masłem dodatkowo posyp formę odrobiną mąki, aby zapobiec przywieraniu ciasta.
Schłodzonym ciastem wypełnij zagłębienia w formie – powinny być wypełnione w około 80-90%. Możesz użyć do tego łyżki, ale ja polecam przełożenie ciasta do rękawa cukierniczego dla większej wygody. Piecz przez około 10-12 minut w piekarniku rozgrzanym do 190°C. Wyjmij magdalenki z piekarnika i pozwól im całkowicie wystygnąć przed wyjęciem z formy.
Maliny liofilizowane rozkrusz w moździerzu na pył i przesiej przez drobne sitko by pozbyć się nasion. Czekoladę rozpuść w kąpieli wodnej. Łyżeczką nabieraj odrobinę roztopionej czekolady i każdą z foremek ozdób zygzakiem, a następnie wstaw do lodówki na 10 minut. Do pozostałej czekolady dodaj pył z malin i wymieszaj do uzyskania jednolitego koloru. Do każdego wgłębienia w formie na magdalenki wlej ok. łyżeczkę różowej czekolady i rozprowadź ją delikatnie aż po brzegi . W tak przygotowaną foremki wciśnij wystudzone magdalenki. Odstaw na minimum godzinę do lodówki.
Konfiturę z płatków róży przełóż do worka cukierniczego i nadziej każdą z magdalenek. Jeśli masz specjalną końcówkę do nadziewania będzie ona idealna, ale możesz też użyć noża do wycięcia dziurek w magdalenkach.
Zostaw odpowiedź