Klasyka, klasyki. Nie wiem czemu wcześniej jej nie zrobiłam. Banalnie prosta w przygotowaniu – tak jakbyście robili galaretkę, ale ze śmietanki, wanilii i cukru. Nazwa tego włoskiego deseru oznacza „gotowaną śmietankę” i właściwie nic więcej nie trzeba by dodawać. Deser jest pysznie kremowy, mocno waniliowy i świetnie sprawdzi się jako weekendowy deser po obiedzie. Albo przed, bo przecież tak też można i chyba nawet lepiej smakuje.
Waniliowa Panna Cotta:
4 porcje
- 75 ml mleka 3,2%
- 425 ml kremówki
- 50 g drobnego cukru
- 1 laska wanilii
- 2 łyżeczki żelatyny
Mleko i śmietankę wlewamy do rondelka. Dodajemy cukier i ziarenka zeskrobane z laski wanilii oraz pusty waniliowy strączek. Żelatynę zalewamy 6 łyżeczkami ciepłej wody i mieszamy. Śmietankę podgrzewamy na średnim ogniu, aż prawie zawrze (przy ściankach garnka zaczną się pojawiać pęcherzyki powietrza), wtedy ściągamy ją z palnika. Wyciągamy strączki wanilii, kilka łyżek śmietankowej mieszaniny wlewamy do żelatyny i mieszamy, aż do rozpuszczenia. Wlewamy do garnka, mieszamy. Garnek wstawiamy do większego rondla wypełnionego do połowy zimną wodą. Pozostawiamy śmietankę w tej zimnej kąpieli, aż osiągnie temperaturę pokojową i zacznie powoli gęstnieć, od czasu do czasu mieszamy. Ostudzoną przelewamy do 4 miseczek o pojemności 125 ml i przykrywamy folią spożywczą. Wstawiamy do lodówki na minimum 6 godzin, a najlepiej na całą noc.
Żeby wyciągnąć gotową panna cottę z kokilek, zanurzamy je na kilka sekund w garnku z ciepłą wodą. Potem przykrywamy naczynko talerzykiem i delikatnie odwracamy, by deser mógł wypaść z foremki. Podajemy z dowolnym dodatkiem – u mnie jest to sos z malin (1,5 szklanki mrożonych malin + 2 łyżki cukru waniliowego – gotować na średnim ogniu, aż owoce się rozpadną. Ostudzić przed podaniem).
Przepis z książki Nigelli Lawson, „Nigelissima”

Zostaw odpowiedź